specific moments of space and time

Korzystajac z ‚festive season’, jak ladnie poprawnie politycznie i kulturowo nazywa sie teraz przerwe swiateczna, odwiedzilismy tate modern i wystawe Gerharda Richtera. A tam jaja. Niewielkich rozmiarow zdjecia odtworzone pedzlem z mniejsza lub wieksza dokladnoscia sasiaduja z ekspresjonistyczno abstrakcyjnymi kilkumetrowymi plotnami, wariacje na temat szarosci ze studiami chmur, a szklane rzezby z wymazanymi farba fotografiami rodziny.

Dystans zapewniala Corka, ktora mimo madrych spojrzen pocierajacych potakujace brody znawcow malarstwa nagradzala niektore obrazy chichotem, inne wielkimi ziewami. Najwieksze zainteresowanie Malej wzbudzilo wielkie lustro zawieszone na jednej ze scian tate. Z notki na scianie wynikalo ze artyscie chodzilo o pokazanie jak dynamiczne jest malarstwo. Bezczelnoscia z jaka probuje wcisnac zwykle lustro dodajac do niego nadbudowe filozoficzna przywolal skojarzenia z four minutes, thirty-three seconds Johna Cage’a. I jak u Cage’a to pytanie o granice malarstwa/ sztuki wogole. O to na ile warunki obioru maja wplyw na percepcje. Jeszcze dalej idzie Richter fotografujac swoj obraz 128 razy z roznych ujec. I, oczywiscie, opychajac zdjecia za grube pieniadze. Rewelacyjna, stymulujaca glowe wystawa.

Doswiadczenia wizualne przywolaly plyte, ktora cieszylem sie ledwie dzien wczesniej. Znalazlem ja przypadkiem. To znaczy tak naprawde nie wiem, jak ja znalazlem. Porzadkujac dysk przed koncem roku natknalem sie na nic nie mowiace Demdike Stare. Najmniejszego pojecia co to, jak, skad, kiedy znalazlo sie na dysku, nic, biala karta. Biale karty najlepiej szybko zaszufladkowac slowem na k- keeper lub kupa, przeniesc w odpowiednie miejsce w wirtualnej biblioteczce i po problemie. Od pierwszych dzwiekow wiedzialem, bedzie duze k, ale ciezej bylo juz ze znalezieniem etykiety, utknalem wiec z ta osobliwa plyta na dluzej, probujac wykminc o co tu chodzi. Oto dlaczego:

 
Na start dron prowadzacy do disco opartego na afrykanskich ludowych bebnach i skandowaniach. Moj znajomy z zimbabwe okreslil to jako a good song sickly changed into… something weird. Zaraz potem ponad-dziesieciominutowa elektroniczna improwizacja jazzowa, dalej kilkuminutowy przester, halas po kilku minutach majaczacy odlegla melodia. I znow niespiesznie jazzowo, bebny z dalekiego wschodu i zawodzenia imama. Na koniec niepokojace majaczace szumy, z fortepianowym motywem zostawiaja mnie za kazdym razem z usmiechem na ustach i checia klikniecia na pierwszy numer, by znow probowac ogarnac odglosy pylu.

Po kilku przesluchaniach sprawdzilem wreszcie, demdike to dwoch kolesi z manchesteru. Long ktory cudownie znalazlem wszedl pozniej w sklad potrojnego Tryptychu, mam wiec duzo wiecej Demdike do sluchania.

Oczywiste sa punkty wspolne u Richtera i Demdike, powtorne wykorzystanie zuzytych motywow, bogate zrodla inspiracji, prowadzace w przeroznych kierunkach, recycling sztuki. Malarz jednak to sprawdzona marka, w jesieni swoich lat, muzycy dopiero zacynaja mieszac, wszystko przed nimi.

6 thoughts on “specific moments of space and time

  1. jakbys Marcinie raz na jakis czas zaufal mi jesli chodzi o podpowiedzi muzyczne to bys Demdike kojarzyl:) Tryptych jest genialny! ale to raczej album z lat poprzednich bo w tym roku o ile sie nie myle jedynie skompilowany i wydane razem. natomiast teraz, na jesieni, wyszlo pelnoprawne wydawnictwo pt. „Elemental parts 1&2”. niestety nie tak dobre jak Tryptych. ale za to ten jest na tyle dlugi ze daje mnostwo frajdy:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s