dziadzieje

Mialo byc o St Vincent i koncercie z Shepherds Bush, niech bedzie. Na srodku sceny maly dywanik, na ktorym wsrod mnostwa pedalow krecila sie Annie Clark. Czysty wokal, mocne riffy, bardziej rockowe brzmienie, skorzane shorty, swietne swiatla, popowe melodie. Wszystko poprawnie. Obylo sie tez na szczescie bez popisow onanizmu gitarowego. Wszystko bardzo poprawnie.
W cieniu Amerykanki trzyosobowy zespol, ktory ograniczyl sie tylko do odegrania tego co im kazano. Brakowalo wyraznie ich wkladu w wieczor, Annie zrobila go solo, ze wsparciem ale jednak calkowicie autorsko. Wyszlismy na pierwszym bisie zeby zdazyc na szybszy pociag, wychodzi na to ze zaraz przed skokiem w tlum z gitara. Moze dlatego caly wieczor wypadl bardzo poprawnie, Annie szykowala sie do szalenstwa na koniec. Nakrecony setka telefonow komorkowych stage dive dopisal ladny epilog do tego poprawnego, profesjonalnie zrobionego wieczoru.

 

 

Mialo byc o Lambchop, ich nowej plycie i koncercie w Barbicanie, ale nie bedzie. Mimo ze bilety kupilem z duzym wyprzedzeniem, czy moze wlasnie dlatego. O koncercie przypomnialem sobie dwa tygodnie po fakcie, bilety walnalem w kosz, na plyte stracilem ochote.

Mialo byc o koncercie Porcelain Raft, ale nie bedzie. Zeby nie wyrzucac wiecej pieniedzy w bloto, tym razem nie kupilismy nic z wyprzedzeniem. Dotarlismy do Lexington, ale koncert sie wyprzedal, a pani na bramce byla nie_do_przekonania. Stanelo na kilku piwach w pubie na dole.

 

 

Mialo byc o silent disco ktore wyprawil Actress w Tate Modern, ale nie bedzie. Dzien wczesniej odwiedzilismy pierwsza z cyklu imprez Kompaktu w Corsica Studios.
Na rozgrzanie niezlego seta zagral Alejandro Paz, ale gwiazda wieczoru byl Matias Aguayo. Swietna miesznaka techno, elektro i wokalu na zywo znaczyla ze nie bylo szans dotrzec w sobotnich godzinach popoludniowych do Tate.

 

Na koniec, mialo byc czesciej a nie bylo. Przyjemnosci rodzinne i wakacyjne wygraly z obowiazkiem kronikarskim, dziadzieje. Natlok pomyslow i zdan ukladanych na zapas tak bardzo zasmiecil mi jednak glowe, ze musialem choc troche z nich wypluc zaraz po powrocie z polnocy. Pod drzwiami znalazlem tez nowe bilety, tym razem na czerwiec, postaram sie nie zapomniec.

 

7 thoughts on “dziadzieje

  1. oderwany prosto od emaila musze pochwalic wpis! bardzo zywy w kontrapunkcie do tytulu:) swietnie sie czyta. i jednak chyba tylko tego Lambchopa szkoda…

  2. co do samego albumu to pelna zgoda – plyta raptem ladna.jedynym ciekawym momentem jest jak Kurt rzuca „fuckiem” na początku pierwszego kawalka;) pozniej nic nie przykuwa uwagi. album do zapomnienia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s