trojki

Po trzyletniej przerwie wraca Clark. Wraca longiem innym niz wszystko co zrobil dotychczas, czyli tak naprawde wszystko po staremu.

Wedlug samego Clarka Iradelphic to plyta do wielokrotnego sluchania od poczatku do konca. Idac za rada katuje ja juz miesiac i efekt jest przeciwny do zamierzonego przez autora, ale po kolei. Zaczyna gitara, od razu dajac do zrozumienia, zeby wyrzucic za okno wszelkie zalozenia i oczekiwania. Okazuje sie ze zeszloroczny split z Bibio zamiast pomoc oswoic sie z brzmieniem szostego albumu wywiodl tylko dalej w pole. To nerwowy poczatek, trzy utwory, trzy zestawy instrumentow, trzy stylistyki. Zreszta po czesci to intro nagrane bylo po pijaku, jak przyznaje sam autor, co choc troche tlumaczy zapedy w strone syntezatorowego disco. Dopiero dwie minuty czwartego na plycie skyward draznia, neca i niepokoja w pozadany sposob.

Wokalno-gitarowy srodek plyty sprawia ze ta podoba sie mniej z kazdym przesluchaniem. Trojkat open-secret-ghosthed dziala jak dobra porcja srodkow nasennych. To ladne, melodyjne piosenki oparte na delikatnym bicie, wokalu Martiny Topley-Bird i samego Chrisa. Chcac uniknac ogranego juz mocno traktowania poszatkowanego kobiecego wokalu jako intro do ‚dropu’ Clark wpadl w klisze jeszcze gorsza- popowej piosenki nijakiej, tak zwanej ‚piosenki z nindzy’. Fortepianowe black stone, zrazu najwieksze zaskoczenie na krazku ratuje z objec nudy swoja prostota i urokiem.

Ponad-dziesieciominutowy tryptych the pinning klaruje wreszcie obraz tego co Clark chcial osiagnac tym krazkiem. Bardzo przystepnymi, radosnymi piosenkami wychodzi z getta glosnej muzyki dla nerdow sleczacymi dniami i nocami przed swoimi komputerami i glosnikami. Tutaj do autorskiego charakterystycznego bitu pasuje gitara, pasuje nawet spiew Martiny. O ile Empty the bones of you to dla mnie wspomnienie mroznej zimy 2003/4 i spacerow w rozpadajacych sie od mrozu i soli tramkach, Totems flare to szalona noc w koko, Iradelphic moze byc soundtrackiem do slonecznych wakacji na poludniu Francji.

Muzyki do slonca jest juz jednak az nadto. Czwarta czesc the pinning Calrk popsul i na koniec plyty zaserwowal rozmarzona ambientowa opowiesc o polamanym latawcu. Rozrzucona trojka skyward-blackstone-brokenkite jest zdecydowanie najciekawsza na plycie. Mimo ze to muzyka nagrana w 20 minut albo wrecz przeciwnie, zniszczona nadmierna produkcja sprawia ze do krazka bede wracal, choc wybiorczo.

Nie moglem zakonczyc tej plyty happy enedem, powiedzial. I tu, niestety, zgoda- happy endu brak, raczej trojka z plusem. Plus za klip.

 

 

3 thoughts on “trojki

  1. Pingback: klamca klamca | nie.spokoj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s