korpo czuja krew

Pierwszy raz 100 Club odwiedzilem niedlugo po przybyciu na wyspe, na fali fascynacji Ninja Tune. Byl to bardzo skoczny, radosny wieczor. Do dzis pamietam szalejaca wielobarwna publicznosc, mimo ze nazwe zespolu przypomniec musiala mi strona NT. Pest nie zagrali rewelacyjnego koncertu, po prawdzie Pest nigdy nie grali rewelacyjnie. Atmosfera tego malego miejsca, w ktorym nie gral wczesniej chyba tylko Pan Bog i Duch Swiety, polaczona z setka entuzjastow radosnej muzyki zrobily mi wieczor. Kolejny raz Pest widzielismy w lazienkach, w dodatku publicznych. Ginglik to klasyczne podziemne parkowe toalety miejskie. Wszystkie siedzenia zostaly jednak wyrwane, szczury przepedzone, tam gdzie byli panowie jest bar, tam gdzie byly panie jest scena. Niedlugo przed tym koncertem Pest postanowili pozbyc sie wokalisty i brzmieli poprostu jak zespol rockowy bez wokalisty, ale znow po kilku latach bardziej pamietam miejsce i atmosfere niz muzyke. O Luminaire, ulubionym miejscu w Londynie, gdzie nie wolno rozmawiac kiedy gra zespol, pisalem wielokrotnie.

 

 

Internet ze wszystkimi dobrami przyniosl w muzyce jedna zasadnicza zmiane- za plyty placa juz tylko ci ktorzy chca wesprzec konkretny zespol, mamy bez pojecia oraz dzieci. W rezultacie zespoly wydaja plyty by promowac trasy koncertowe, nie odwrotnie. Korpo poczuly krew, specjalisci od business development znalezli nowe rynki do spenetrowania. AEG, Live Nation i podobne molochy zdominowaly rynek ‚entertainment’. Rezultat jest taki, ze Brixton Academy nie jest juz sala koncertowa, to zorganizowana na wzor stajni mordownia z klepiskiem, poidlem i kodami kreskowymi (bo stajnia to nowoczesna).

Kiedy skonczyly sie wielkie sale do przejecia, przyszla kolej na te mniejsze. Panikujace HMV, ktorego zarzad przespal zmiane na rynku przejelo kilkanascie malych sal w calym Londynie. I to w HMV Apollo czekalem kiedys 40 minut przy barze, to w (HMV) The Garage muzycy stroili instrumenty w korytarzu do lazienki, bo pomieszczenie za scena jest wielkosci szafy. Okazuje sie ze to moze nie byc koniec zmian, grupa HMV boryka sie z olbrzymim zadluzeniem i planuje odsprzedac cale HMV Live. Glownym kandydatem jest wspomniane juz AEG. Jestem ciekaw cost-saving meassures ktore wprowadza nowi wlasciciele.

Gurdian opisal skutki zmian na rynku koncertowym. Glownym poszkodowanym okazuja sie kameralne, niezalezne sale. Sale bezsprzecznie najlepsze do przezywania koncertow, sol tej branzy. Po aktykule w Guardianie, wywolany do odpowiedzi poczul sie Andy Inglis. Wspolzalozyciel nieistniejacego juz Luminaire wyklada na blogu swoje powody zamkniecia Lumi.
Scenariusz jest stary jak same miasta: lokale otwarte w taniej dzielnicy podnosza jej atrakcyjnosc, uczeszczajacy na koncerty przeprowadzaja sie w modne okolice, rodza dzieci, narzekaja na halas podbijajac przy okazji ceny nieruchomosci/czynszu. Do tego kryzys, zgnile zwyczaje w branzy muzycznej, wszechwladnosc promotorow, etc. i tylko muzyki zal.

 

 

Pytanie ktore samo nasuwa sie na usta: dlaczego niezalezne zespoly graja w korpo salach? Dlaczego Sindri Mar Sigfusson ze swoim Seabear, mimo ze mieszkal wczesniej we wschodnim Londynie, godzi sie grac w sali ktora, jak sam zauwazyl, bardziej przypomina (nawet ksztaltem) obore niz klub (The Garage – HMV)? Dlaczego Andrew Hung z Fuck Buttons, zespolu ktory zostal odkryty w Luminaire, pisze sliczny nekrolog Lumi, ale ostatnio gral w Heaven (tez HMV)?
Odpowiedz padla w drugim akapicie. Artysci musza zarabiac zeby jesc. Nie kupujesz plyt? Na koncerty chodzisz do stajni/obory.

Rezultat jest taki, ze pub ktory mijam codziennie w drodze do pracy, a w ktorym niektorzy z moich starszych wspolpracownikow widzieli Stonesow, teraz jest hinduska jadlodajnia. W Luminaire bedzie mozna zamieszkac- w budynku powstaja mieszkania. 100 Club mial byc zamkniety z koncem 2010, wiesc niesie zamieniony na sklep obuwniczy. Uratowac udalo sie dzieki bogatemu sponsorowi ktory znalazl sie w ostatniej chwili. Producentowi butow zreszta. Ginglik trzyma sie narazie, sasiedztwo Westfield, najwiekszego centrum handlowego w Anglii, nie zaszkodzilo, a raczejraczej pomoglo. Sprzedawcom butow nie jest tak spieszno przejmowac wiktorianskie toalety.

A Andy Inglis, ojciec Luminaire, wyklada na University of Westminster jak zalozyc mala sale. Mimo ze jego dziecko padlo po kilku latach Andy poucza teraz innych. To mowi duzo o naturze takich przedsiewziec biznesowych. Czy male sale podziela los sklepow plytowych i ambitnych radiostacji? Prowadzonych przez zapalencow, cudem utrzymujacych sie na powierzchni, wiecznie balansujacych na granicy bankructwa?

Oby zapalencow bylo jak najwiecej, a jak chcesz cos dochodowego, otworz obuwniczy.

6 thoughts on “korpo czuja krew

  1. dobry tekst. trafia w sedno.
    natomiast wydaje mi sie, ze brakuje tu aspektu „mody”. kluby maja to do siebie, ze sa modne i wtedy sa na topie, albo nie sa i wypadaja z rynku (w konteksie tekstu to slowo jest jak najbardziej na miejscu). kwestie ekonomiczne sa wowczas niejako efektem popularnosci samego klubu.
    co do Polski to ciezko mi sie wypowiadac. jako dobry przyklad moge chyba podac lokal „Powiekszenie” przy Nowym Swiecie. od ladnych paru lat organizuja koncerty na pewno nie mainstreamowe i caly czas daja rade. w swiatku fanow dobrej;) muzyki ma juz ten lokal wyrobiona opinie. ale ile jeszcze bedzie funkcjonowal to pewnie trzeba by podpytac wlascicieli…

  2. Moda dotyka chyba bardziej kluby wlasnie. Ja staralem sie skupic na salach koncertowych.
    Temat dosc rozlegly, nie chcialem rozwadniac skupilem sie na krwiopijczych korpo. Jeszcze podraze.

  3. Pingback: zniwa | nie.spokoj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s