wspolny mianownik

Dzisiaj dwa projekty, do ktorych podchodze po raz kolejny. Kolejne plyty wychodza, kolejne plyty dostaja swietne recenzje, a ja co jakis czas probuje, tak bardzo nie chcialbym ‚przegapic czegos waznego’. Dalem obu wspolny mianownik, gdyz oba wywoluja podobne uczucie przytloczenia. Przytloczenia iloscia nowej muzyki wogole oraz w szczegolnosci iloscia plyt z notami 4/5, plytami roku (so far).

Otwierajacy Ghosts Monolake utwor tytulowy to piec minut drumnbassowego rytmu ktory brzmi jak spowolnione i zubozone nagranie Autechre sprzed lat 15tu. Idealnie w calosc wpasowuje sie syntetyczny glos ktory juz trzeciej minucie oswiadcza ze you do not exist. Coz za inspirujacy, orginalny pomysl, dziekuje bardzo. Eksperymentalne zapewne w zamysle Toku i Unstable Matter brzmia jak nagrania przypadkowych dzwiekow przedmiotow, ktore byly wlasnie pod reka. Robert Henke przyznaje sie do tego otwarcie, mowiac o misce na salatke w kontekscie swoich ‚field recordings’.

Z malymi wyjatkami piosenki oscyluja w okolicach pieciu minut i jest to najczesciej piec minut tej samej melodii, tego samego, malo odkrywczego bitu, przyozdobionego od swieta ciekawym ozdobnikiem (patrz nakladajace sie wokale w prawie-osmiominutowym Hitting The Surface). To ladne, choc chaotyczne dodatki do monotonnego dania glownego. Fajny bit Discontinuity jest tylko pretekstem do pulsujacego bez wytchnienia (i pomyslu) sygnalu alarmowego, dronowy buzujacy podklad Lilith tlem do improwizacji na metalowych bebnach. Improwizacji ktora znow niezmiennie trwa piec minut, mimo ze pomysl wyczerpuje sie po dwoch.

Monotonia to nie musi jednak byc zarzut- lupiacy piec minut ta sama melodie The Existance Of Time to jedna z najlepszych dywagacji na temat isnienia czasu jaka slyszalem: industrialna, hipnotyzujaca, duszna, obezwladniajaca, wreszcie irytujaca.

 

Pan Profesor Henke pracuje w Berlin University of Arts, w departamencie Studiow Dzwieku, bedzie prowadzic goscinne wyklady na Stanford University. I brzmienie jest tej plyty najwiekszym plusem. Po kilkukrotnym przesluchaniu trzeba przeplukac usta z metalicznego, brudnego posmaku jaki zostawia. Szklanka wody jednak wystarcza, pozniej z plyty nie zostaje niestety w pamieci za wiele.

 
 

Po (prawie) instrumentalnej godzinie ilosc wokalizy na nowej plycie Dirty Projectors: Swing Lo Magellan gryzie od pierwszych minut. Przy trzecim na plycie singlowym Gun Has No Trigger barwa glosu Davida Longstretha wedruje w okolice krzyzowki Jamesa Walsha (Starsailor) i Eddiego Veddera (wiadomo) i zaczynam sie bac o dzisiejsze sny. Przy piatym Just From Chevron onanistyczne zawodzenie do chorkow siega szczytu i juz usmiechal sie do mnie przycisk w odtwrzaczu. I to nie skip, a stop. Dance For You troche ukoilo moje nerwy, prosta gitara, oklaski i na koniec ladna solowka. Wokal z troche infantylnym tekstem tym razem dziala razem z piosenka, brawa. Gdyby porzucic pierwszoplanowe zawodzenia (…oh babe!…) minimalistyczne The Socialites brzmialoby tez uroczo i niewinnie. Radosne Unto Ceasar przywodzi na mysl ostatnie dokonania tUnE yArDs, koncza za to ballada tak monotonnie nudna ze wiem, ze kolejny raz nie dam rady.

Punkcik dostaja dostaja chlopcy i dzieczeta za dlugosc piosenek. Na szczescie to okolice raptem trzech minut. Kolejny za zdjecie.

 

To chyba najglupsza okladka plyty jaka widzialem w tym roku. Szczere gratulacje. Stream, na podstawie ktorego zmacilem pasztet, tutaj.

 

Wspolnym mianownikiem okazal sie jednak piatek stracony na przecietne plyty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s