oh yeah?

I co, z tego popu niezamierzony cykl wyszedl. Oto kolejny odcinek z serii wakacyjne zadurzenia.

Przy takich okazjach chwale sobie zmierzch kompaktow. W miesiac po premierze nowa plyta Yeasayer, Fragrant World, ciela by sie juz niemilosiernie i skakala.

Longa chlopcy zapowiadali swietna Henrietta, dziwnym artworkiem i skapym info. Otoczka tajemnicy, potem kontrolowany leak albumu, z tropem dla kazdego fana, jak jedna po drugiej odnalezc w sieci wszystkie piosenki. Pozadalem tej plyty, perfekcyjny marketing.

 

Ale, po kilkudziesieciu przesluchaniach mam coraz wieksze trudnosci z rozroznieniem poszczegolnych piosenek! Wlanczam wiec jeszcze raz zeby znalezc jakis pozytyw do opisania, ale z kazdym przesluchaniem na wierzch bardziej wylazi schemat i przewidywalnosc tych kompozycji.

Otwierajace plyte trzeszczace bity, odrobine modulowany glos, klawisze wroza jeszcze niezle. Pomyslu starczylo jednak na 2-3 oczka. Nuda wieje juz w trzecim na plycie Blue Paper nerwowym i chaotycznym. A im dalej w las, tym bardziej przejebane. Naiwnosc melodii Reagan’s Skeleton meczy niemilosiernie, do reszty przegrali Demon Road, bezplciowe, generic karaoke. Damaged Goods ma tylko refren! (prawie) powtarzany w kolko, do kolejnej melodii ktora wpada jednym uchem, a wypada drugim.

Plyte bardzo dobrze podsumowuje zamykajacy Glass of Microphone. Przeciez fajny, a jednak klekoczacy gdzies bez celu. Ja tak chcialem Fragrant World lubic. Niezla brzmieniowo, marna kompozycyjnie, traci z kazdym przesluchaniem.

 

 

 

Na sam koniec, samotna dziewczyna z poludniowego Londynu, w dodatku debiutantka. Od pewnego czasu budowala marke udzielajac glosu modnemu elektronicznemu popowi. Pozniej przyszly juz dobrze dawkowane single, ktore rozprzestrzenialy sie po blogosferze z predkoscia old spice z koniem. I na jeden z tych virali zlapalem sie i ja. Jessie Ware wydala wlasnie Devotion nakladem malego PMR Records.

Obok skromnych, uroczych piosenek (110%), jest tez uderzenie pod playlisty czolowych radiostacji (singlowe Night Light). Ale 110% to przeciez wciaz dosc radosne, mimo ze monotonne, tempo, ktore Jessie wokalem zmienia w super seksowna ballade. Mocna melodyjna partia wokalna Night Light jest wyzywaniem dla heteroseksualnych chlopcow- ciezko przyznac sie przed soba, ze sie podoba.
W niektorych miejscach dal o sobie znac pospiech, pomysly sa niedopracowane i brzmia jak przed ostatecznym miksem, czy moze jako idealny material na remixy (No To Love). I jeszcze ten raper klisza, a tfu.

Zadna z kompozycji chwytliwoscia nie przeskoczyla soulowo-80s-santanowego Running, ktore do plyty mnie sciagnelo. Bardziej podoba mi sie jednak Jessie spokojna, jak na zdecydowanie najlepszym na plycie funkujacym Sweet Talk. Na koniec jeszcze Ms Ware dobila 40 minut dwiema pompatycznymi probami onanizmu wokalnego i karykaturalnie nieorginalnych tekstow. Ale i tu jest troche slodzika, patrz chorek w Taking Water.

 

Is this mutual? pyta Jessie. W sumie fajnie sie razem prasowalo i gotowalo ale troche nierowno; ja chyba chce czegos wiecej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s