flying…

Zanim o lataniu troche o gustach, czytaniu i Pisaniu. (Czy raczej pisaniu). Bardziej od rozgotowanego makaronu, oliwek i zle przygotowanego szpinaku nie lubie pseudointelektualnego belkotu i przemardrzalstwa. Tak jest czesto latwiej, wiem, po co silic sie na bardziej skomplkowane mysli, skoro mozna wprost, ze podobnie do tego, a jeszcze bardziej do tamtego, a jak sie nie zgadzasz to najwidoczniej nie rozumiesz, nie lapiesz kontekstu bos buc nieoczytany, nieosluchany prostak. Popiolem glowe posypywalem, depresje pourazowe, kompleksy wszelakiego typu sam leczylem wielokrotnie, lecze wciaz i nadal. Ja palcami pokazywac nie bede, kazdy sobie madrale sam znajdzie, ja postawilem sobie za cel zeby madrala nie zostac. Tych prostych anty-zasad stara sie trzymac nizej podpisany, unikac nadmiernych porownan i wszechwiedzy nie udawac. Jezeli wydawalo Ci sie, drogi czytelniku, ze w ktoryms miejscu na tej stronie padlo porownujace sformulowanie wszechwiedzacego autora myslisz sie, przeczytaj jeszcze raz, tym razem ze zrozumieniem.

A te wstepy ironiczne w zwiazku z nowa plyta: premierowy material wypuscil Flying Lotus. Until The Quiet Come to follow-up plyty ktorej wiekszosc internetu najchetniej zrobilaby z radoscia laske, poprzeczke Steven Ellison zawiesil sobie dosc wysoko. Kilka pierwszych obrotow i okazuje sie ze najlatwiej, a moze i najtrafniej, byloby na porownaniach sie skoncentrowac, do porownan sie ograniczyc. Mimo ze Until The Quiet Comes brzmi swietnie, tytulem lepszym byloby One Big Deja Vu. Postanowilem mimo wszystko deja vu przeczekac, plyty sluchac tak dlugo az wrazenie wtornosci sie zatrze, w koncu wszystko i tak juz bylo.

 

 

Od poczatku nie podobaja mi sie numery z goscinnymi wokalistami, schematyczne, nudnawe klisze. Kilka obrotow krazka pozniej nie jestem tego juz wcale pewien. Niki Randa miauczy niespiesznie, ale cala reszta Getting There jest super taneczna. Super taneczna w duszny sposob, w malym smierdzacym klubie, nie do wystania w autobusie, kiedy chcesz zaczepic goscia obok i wszystko mu wytlumaczyc, ze on musi posluchac tego bitu. Podobny trik, choc delikatniej Steven wykorzystuje pod koniec krazka. Phantasm na poziomie wokalym to tania poscielowa, kompozycje pcha do przodu ciche techno w tle. Pomysl delikatnych wokali podszytych pulsujacym bitem to nie jest Ameryka, ale jest fajnie. Wczesniej See Thru To U: bebny, duzo basu, duzo talerzy i zapetlona Erykah Badu. Wszystko plynie lekko i bardzo szybko nudzi. To samo z wieloglosowym DMT, anielskim, melodyjnym, banalnym. Po tym banale kosmiczne klawisze, dziwny bit Nighcaller zgrzyta w glowie jak zle przygotowany szpinak w zebach, a to jeden z najbardziej kombinowanych i zaskakujacych fragmentow plyty. Ostatnia minuta to najdziwniej wykrecone r’n’b jakie slyszalem.

 

 

Ale jakby posluchac uwaznie od poczatku ladnych piosenek nalezalo sie spodziewac. Otwierajacym album, zaskakujaco prostym rytmicznie All In Steven zapowiada proste komozycje i slodkie melodie. I mimo ze dosc szybko porzuca nu-jazzowe klimaty najwiekszym zaskoczeniem Unlit The Quiet Comes jest wlasnie popowy potencjal/charakter duzej czesci krazka. Pop to nie do radia, pop sprytny, inteligentny, ale jednak bardzo dostepny. Plyta swietnie sprawdzilaby sie nawet dla nieprzyzwyczajonych do kalifornijaskich dzwiekow. Jak kiedy Niki Randa wraca pod koniec krazka w nowym, swietnym, uwodzicielskim wydaniu. Hunger najpierw mroczny, pozniej poetycko spiewny to prawdziwy cukierek. Zaskoczyl mnie natomiast dosc mocno Electric Candyman z goscinnym Thomem Yorkiem. Prawdziwie hipnotyzujacy, z mantra ‚look into the mirror, say my name’ pulsujacym bitem ktory w ostatniej munucie poddaje w watpliwosc wszystko o dostepnsci tego krazka, co napisalem powyzej.

Wreszcie przyzwyczailem sie do tego nowego Lotusa: lekkiego, przyjemnego, nie silacego sie na najciezszy bit, ani przekombinowane konstrukcje. Upatrzylem sobie pol tuzina piosenek poczawszy od falujacego, teczowego Until The Colours Came. Tiny Tortures buzuje basem i niewypowiedziana radoscia, tortura staje sie dopiero w sluchawkach, bit All The Secrets niszczy, anihiluje sliczne pianino, a dziwnie pociety wokal i syntetyczny bit Putty Boy Strut wwiercaja sie w glowe. Tu jest juz ciezko, a gitara w trzeciej minucie kladzie calkowicie na lopatki.

 

 
I, niepostrzezenie, spedzilem ze Stevenem caly tydzien. 7 dni tluke plyte bez wytchnienia. Wiem tez juz o oplakiwanej mamie, tak, pamietam o Wielkim Wujku, o Kalifornijskich blantach, czytalem o dimetylotryptaminie. Tydzien juz patrze na paczkujace w sieci recenzje i wreszcie sam poskladalem kolejna. Zeby odreagowac zajrzalem w koncu do Krytyki Politycznej, Piatek niezawodnie walczy z katolikami, na niego zawsze mozna liczyc, odetchnalem od czolobicia.

Cesarz jest nagi, co najwyzej w samych gaciach, chcialem krzyczec tydzien temu. Nie porywa, nie paralizuje, nie hipnotyzuje; plynie. Na poczatku podobalo mi sie roznie, za kazdym razem inna z 18tu piosenek, a kiedy wracalem troche pozniej cieszylo zupelnie co innego, albo, gorzej, nic. Notki, ktore zostawialem gdzie popadnie zeby pozniej sklecic recenzje nie mialy zbyt wiele sensu, duza czesc sie wykluczala. Po tygodniu juz rozumiem. Until the Qiuet Comes to dobrze wyprodukowane, inteligentne, eklektyczne 18 piosenek nie bedacych arcydzielem, ale do miana arcydziela nawet nie aspirujacych. Dobra plyta.

4 thoughts on “flying…

  1. Pingback: slicznosci ad’12 | nie.spokoj

  2. Pingback: 7 x 2 czyli podsumowanie | nie.spokoj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s