X

Pazdziernik na wyspie to miesiac z szaro-burym niskim niebem, miesiac bez slonca. Miesiac utrzymujacej sie permanentnie zawiesiny zmieniajacej tylko gestosc i nasilenie od mgly przez mzawke po kilkadziesiat odmian deszczu. Jednoczesnie pazdziernik to jeden z najciekawszych kulturalnie miesiecy roku. I nie sama Turner Prize czlowiek zyje, pazdziernik obfituje.

Pazdziernik to miesiac Oxfamu. To Oxfam organizuje najwiekszy i najdluzszy na wyspach festiwal muzyczny. Na trwajacy miesiac Oxjam sklada sie masa malych wystepow organizowanych (w znakomitej wiekszosci) przez ochotnikow amatorow. Lokalne kluby/puby udostepniaja miejsce, lokalne zespoly graja za free, goscie placa normalnie, zarobione pieniadze wedruja na szczytny cel. You get the idea. W szesc lat w ten sposob udalo sie zebrac 1.75 miliona funtow. Oxjam Takeover bierze pomysl krok dalej, to jednonocna impreza z festiwalowymi opaskami na nadgarstki i kilkudziesiecioma zespolami w kilku salach. Jedyne do czego moglbym sie przyczepic to wczesna pora o ktorej koncza sie koncerty. 23cia w sobote to dla mnie stanowczo za wczesnie i kiedy dotarlem do Kilburn, na jeden z kilkudziesieciu tegorocznych takeovers na scene wszedl wlasnie ostatni zespol. Peter Conway z gitara akustyczna i tradycyjnym tercetem bas-gitara-perkusja za plecami godzine gral przyjemna americane. Wlosy do ramion, kapelusz, dwudniowy zarost, wiadomo. Oxjam to swietna promocja dla takich startujacych projektow, po koncercie Peter opowiadal ze szykuje im sie trasa po Europie i namawial zeby przyjsc zobaczyc ich jeszcze na zywo, a nam ucieklo ostatnie metro. Na szczescie wlasciciel North London Tavern obiecal przekazac na Oxfam takze caly dochod z baru, dolozylem sie do tej zbiorki i nawet poltorej godziny w 4ech autobusach z zimnym pazdziernikowym deszczem na zewnatrz nie bylo straszne.

 

 

Pazdziernikowa beznadzieja, brak slonca, wilgoc, brunatnosc w tetniacym zyciem Londynie sa w jakis dziwny zgnily sposob przyjemne. Nigdy nie przyzwyczaje sie jednak do smierdzacego angielskiego systemu licencji na muzyke grana na zywo. Ofiara godziny 23ej padli kiedys Jagga Jazzist ktorych ponioslo w glownym secie, i pozniej mimo awantury nie wpuszczono juz w Scali na scene na bis. Ofiarami sa tez wszystkie zespoly otwierajace wieczory o absurdalnie wczesnych porach. Tym razem Teengirl Fantasy przegrali w konkurencji z bedtime corki. Nie mieli szans zwlaszcza ze ich ostatnia plyta mimo iz ladna, malo pomyslowa i przewidywalna nie nadaje sie do wiecej niz jednego odtworzenia.

Wpadlem do Village Underground kiedy na scenie pojawil sie Evian Christ. Swoja droga dziwna sprawa ze ten bardzo mlody chlopak (nawet jak na standardy Tri Angle) z jednym miksem na koncie gra po zespole z dwoma longami, ale ja nie narzekam. Trzesly mu sie troche rece, ale poprawnie zagral wiekszosc kompozycji ze swojego mixtejpa: ambientowe podklady, duzo oldskulowej perkusji, ciekawe, niemrawe sample. Dwa razy dziwne usterki przerywaly seta, ktory i bez tego z wyciszeniami miedzy poszczegolnymi utworami nie ukladal sie w spojna calosc. Po pol godziny Evian sie rozluznil, fajnie brzmialy sample wokalne z poczatku seta teraz zwolnione do maximum, ale wycinanie Eminema jest not cool! Na koniec znow trzask, technik rozlozyl rece i Evian sobie poszedl. Szkoda. Na plus ze obszedl sie bez maka na stole.

 

 

Kiedy wrocilem z napelnionym na nowo kubkiem, Jablko juz sie swiecilo, bohater wieczoru krecil nosem na rozklad i podlaczenie sprzetu. Technicy juz nie rozkladali rak, nagle cztery osoby skakaly wokol stolika. Actress marudzil chwile, ale po paru minutach wybrzmialy pierwsze dzwieki Jardin. Na poczatku lekkie, zupelnie jak na plycie, coraz bardziej trzeszczace i wreszcie z mocnym basem. W ciagu godziny kilka razy powracaly melodie, motywy z R.I.P ale na zywo Darren trzyma sie wyraznego bitu, macac mocny, wyrazny set. Kiedy wybrzmialy ostatnie dzwieki morderczego Plexusa ogluszony, oczarowany nie moglem uwierzyc ze minela godzina. Actress zawinal laptopa pod pache i zniknal.

 

 

Dopisala publicznosc, pelno roznej masci dziwolagow, wieczor sie nie wyprzedal bylo luzno i przyjemnie. Mi przypomnial sie wieczor sprzed kilku lat, kiedy Tim Exile otwieral calonocna impreze i o 10ej do wpolpustej sali zagral najlepszy set tej nocy. Potem przeprosil grzecznie, ze sie zapomnial, ze przeciez jest za wczesnie. Wieczor w Village Underground zostawil podobny posmak niedosytu i tesknoty za smierdzacym, zatloczonym klubem o 3ej rano. I nawet mlot pneumatyczny na mojej stacji docelowej nie przepedzil z glowy marmurowej melodi. Co za set.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s